wtorek, 21 grudnia 2010

Troszkę rozdziału pierwszego...

 Historia ta opowiada losy 14-letniej Niny Carron,która przeprowadziła się i chodzi do nowego gimnazjum.Już w pierwszym dniu wielki ptak-mutant porywa jej jedyną jak na razie koleżankę,Aprilynne.Potem odnajduje w swej torbie mapę i... A zresztą,dowiecie się sami ;)
Rozdział pierwszy-Właśnie zadzwonił dzwonek na pierwszą lekcję-historię-w nowym gimnazjum.Przeprowadziłam się z małego miasta tutaj.A właśnie! Zapomniałabym! Jestem Nina i mam 14 lat.Będę tu chodziła do II gimnazjum.Ale do rzeczy.Kiedy zaczęła się lekcja,usiadłam w pierwszej ławce.Obok mnie usiadła jakaś piękna dziewczyna z białymi jak śnieg lekko falowanymi włosami,szmaragdowymi oczami i delikatnie różowych ustach.Nauczyciel zaczął czytać listę obecności.-Nina Carron-wyczytał moje imię i nazwisko.Szybko krzyknęłam -Jestem!!.Uczniowie zaczęli się śmiać pod nosem.Wiesz,tu tylko na znak tego,że jesteśmy,podnosimy rękę-wytłumaczyła mi siedząca obok mnie piękność.Przez całą lekcję,ilekroć patrzyłam na jej twarz,ona się do mnie uśmiechała.Potem historyk zaczął coś mówić o egipskich bogach.Wspomniał o bogini Tarze-patronce pokoju.Miałam wrażenie,że wokół mnie błyszczy jakaś poświata.Kiedy wreszcie lekcja się skończyła,była przerwa na lunch.Wyjęłam winogrona.Łykałam jedno grono po drugim,aż została tylko łodyżka.Wtedy podeszła do mnie śnieżnowłosa dziewczyna.Hej-zaczęła.Hej..-odpowiedziałam nieśmiało.Jak masz na imię?-zapytałam dziewczynę,bo nie wiedziałam jak do niej mówić.Piękność? Śnieżnowłosa? Ja? Mam na imię Aprilynne.Mów mi April.-powiedziała dziewczyna.April...trochę jak kwiecień-zauważyłam Ach,tak,urodziłam się w kwietniu-odpowiedziała z uśmiechem dziewczyna.Aprilynne! Chodź! Musimy pogadać!-dobiegł do moich uszu głos z drugiego końca korytarza.To moja koleżanka,Lisa.Za chwile przyjdę.-odezwała się April.Dziwna dziewczyna...-pomyślałam.April nagle przystanęła,odwróciła się do mnie z wdziękiem baletnicy,i spytała:Czemu według Ciebie jestem dziwna? Ja,ja...No..Czarownica!!!! -Nie,nie jestem czarownicą.Nina,uspokój się. -Ale,ale..Jak Ty... -Przyjdzie na to czas-przerwała mi dziewczyna i położyła palec na ustach.Dopiero teraz dostrzegłam widniejący w jej włosach kwiat.Czerwony.Coś na nim było napisane złocistym pyłkiem.Chciałam się temu przyjrzeć,ale właśnie zadzwonił dzwonek.Chciałam pobiec do klasy,ale niestety nie umiem biegać.Muszę iść bardzo wolno,nie wiem czemu.Kiedy weszłam do klasy,lekcja już trwała.Okazało się,że mamy plastykę.Przepraszam za..-powiedziałam cicho. Nic nie mów,tylko siadaj!-usłyszałam głos zza biurka.Czułam,że nie będzie za przyjemnie.Usiadłam w ławce obok mojej nowej koleżanki,ale ona się odsunęła.Zdziwiłam się.Czemu sie odsuwa? Nie lubi mnie?-pomyślałam. Wszystko w swoim czasie,Nino.-usłyszałam w głowie głos April.Aaaa!-wydarłam się -Co się dzieje?! Czemu krzyczysz,Nina?! Aprilynne,masz jej pilnować...-Ale proszę pana,to przeze mnie...zaczęła Aprilynne.-Jak to? Wzorowa uczennica i takie coś?! -Proszę pana,po prostu opowiedziałam jej na przerwie historię o duchach.Biedaczka teraz je wszędzie widzi-skłamała.-Aha.Dobrze.A więc,zadanie na dziś-wykonajcie dowolną techniką rysunek,jak wiecie z historii,bogini Tara miała dziecko,najprawdopodobniej córkę,ale nikt nigdy jej nie widział.Narysujcie córkę Tary,tak jak ją sobie wyobrażacie.Wszyscy zabrali się do pracy.Narysowałam dziewczynę podobną trochę do April-też miała wielkie zielone oczy i kwiat ze włosach,a także skórę koloru miodowego,ale nie takiego typowego.Aprilynne miała skórę odcieniu ładniejszego od Top Modelek,od nas wszystkich.Dziewczyna na obrazku była na tle piramid-po prostu w Egipcie było dużo słońca.Nie wiem czemu tak to mi się skojarzyło.Po 15 minutach April oddała pracę.Nie dziwię sie,tak szybko kreśliła coś na kartce.No,Aprilynne,widzę że masz bardzo bujną wyobraźnię-zaśmiał się nauczyciel.Chyba pierwszy raz widziałam,jak się śmiał.Widziałam go bowiem tylko od 15 minut.Dziesięć minut przed końcem lekcji nauczyciel zrobił nam wystawę prac.-Najbardziej podobała mi się praca naszej Aprilynne-skomentował nauczyciel i przeszedł z jej praca po klasie.Aprilynne narysowała...mnie! W pięknym ubraniu,gdy Tara obejmuje mnie czuje.Na dole coś napisała.-Aprilynne,a co to są te hieroglify na dole? -Wybrani to odczytają-wypowiedziała i bardzo się zaczerwieniła.Widocznie się jej wymsknęło.Czy może pan do podać Ninie? -Tak,April. -By Aprilynne.Zaginiona córka bogini Tary o imieniu Nina,urodzona 6 maja,w Święto Kwiatów.-czytałam pod nosem.Pamiętała tam jakieś puszczanie kwiatów.Ale nie tutaj.Nie na tym świecie... Właśnie wtedy zadzwonił dzwonek szybko podbiegłam,a może raczej podeszłam do April-bo biegać nie umiem-i krzyknęłam:Czy ta córka to ja?! -Czyli chcesz wiedzieć,o co chodzi? Wszystko w swoim czasie. -To jak układanka...-mruknęłam.Tak,ale brakuje Ci jeszcze dużo elementów.Chociaż,pewnie szybko odgadniesz,bo jesteś w końcu...-April ugryzła się w język.Przyjdzie na wszystko czas,Nino.Na razie poznaj szkołę,to dopiero była 2 lekcja.Ej,ty,nowa!-krzyknęła Lisa,i do mnie podbiegła-masz snickersa.Tak,na zapoznanie.Wzięłam gryza.-Jakie to niedobre!-wymamrotałam.Dziwne,myślałam,że tylko Api tego nie lubi.-Api,skrót od April-wytłumaczyła April,bo chyba odgadła moje pytanie.Kiedy Lisa zaczęła gadać z April,ja potajemnie podeszłam do wielkiego kosza i zwymiotowałam.-Nigdy więcej tego snick-śmiecia!-przyrzekłam w myślach,i znów podeszłam do April i Lisy.-O czym gadacie?-zapytałam A tak,o niczym...-zawstydziła się April,jakby się czegoś wystraszyła.-Pytałam się Api,czemu nie lubi snickersów-odpowiedziała Lisa.-Nina,a czemu Api na plaście... -Plasta-plastyka-sprostowała April -No,to czemu na plaście Api narysowała Ciebie,że niby Ty,Nina,jesteś tą córką Tary? -Dziewczyny...Lisa,prosiłam Cie o to,byś nie poruszała tego tematu! Chodźmy...Nina,chodź w bezpieczniej...w lepsze miejsce.-E tam,Api,przesadzasz.Co się może stać?-zapytała wyśmiewawczo Lisa.W tej chwili okno wybił jakichś ptak-mutant,z dziobem na 10 metrów coś na wzór dzioba tukana,pióra miał czarne,i w dziobie-co dziwne-wielkie zębiska.-A to się może stać! Kratoksus!-krzyczała Aprilynne.-Ty go znasz?!-oburzyłyśmy się z Lisą.Można tak powiedzieć...Ale nie,żebym się z nim przyjaźniła.To...wróg.Tylko nie mówcie,że tu jestem.To znaczy,mojego imienia.E tam,skoro to wróg,to na pewno nie ma o Tobie pojęcia.Zaraz zobaczysz-zapewniłam April-twoje imię to Aprilynne!-krzyknęłam.W tej samej chwili Kratoksus złapał swoimi ostrymi szponami bluzkę April i poleciał do góry.Im bardziej April próbowała się wyrwać-ale tak dziwnie,jakby tak tylko chciała się zapewnić,że nie ma ratunku-tym bardziej zagłębiał się pod bluzkę,aż w końcu poranił skórę April.Miała wielką otwartą ranę na całych plecach.Ale z niej nie leciała krew,tylko jakaś dziwna niebieska maź.-Aprilynne!-wołałam-Aprilynne! Nie daj się! -Niestety,nie było mi dane ukończyć misji.Żegnaj Nino,bo jest bardzo niewielkie podobieństwo,że się jeszcze kiedyś spotkamy.-odpowiedziała April ze łzami w oczach.Wkrótce stwora nie było już widać.-Czemu nie posłuchałam April? To przeze mnie!-grzmiało mi bez przerwy w głowie.W końcu zadzwonił dzwonek.Teraz była informatyka.Na stanowisku Aprilynne była karteczka."Dla Niny Carron"Było napisane na przodzie.A w środku.."Droga Nino,widocznie los chciał mojej śmierci.Może Twoja matka,która zna mnie doskonale...Więc chcę,byś o mnie zapomniała.Skoro tak wybrał los,nie wolno tego ignorować.Nie możesz wypełnić przeznaczenia z zadrą w sercu.Zapomnij.Proszę.Zrób to,chociaż dla mnie.Aprilynne".Schowałam szybko karteczkę do kieszonki od moich rurek i usiadłam przy swoim stanowisku.Nagle nauczyciel zdębiał.Gdzie Aprilynne?! Przecież wie,że nie wolno się spóźniać na lekcje! Niech no się tu tylko zjawi!-mówił nauczyciel głośno do całej klasy.Chyba nie zdawał sobie z tego sprawy.-Ale,proszę pana...April..No,ten tego...-zaczęłam.Tak,Nino? -No April...Aprilynne porwał taki mutant-ptak! Taki jakichś Kratoksus czy coś! To przeze mnie! Lisa to widziała! -Tak,to prawda...Ten cały Kratoksus ją porwał!-wykrzyczała Lisa.-Kratoksus?! O mój Boże! To on istnieje?! To przecież mityczny stwór!-zmartwił sie nauczyciel -April mówiła,że go zna..-jakoś mi się wymsknęło.Od razu pożałowałam.-Czy wy jakoś nie kłamiecie?-otoczył mnie i Lisę wzrokiem nauczyciel.Nie,niech pan patrzy!-Lisa pokazała palcem na okno.Akurat koło okna przelatywał Kratoksus trzymają cy w szponach krwawiącą na niebiesko April.Widać było,że jest wycieńczona.Lisa..-szturchnęłam koleżankę ramieniem-a co jak..jak Aprilynne umrze? Jak nie wróci? -Miej nadzieję,że wróci-odpowiedziała smutno Lisa.Nie mogłam wytrzymać tego poczucia winy.Gdy była przerwa,niepostrzeżenie wbiegłam do szatni.Ubrałam się i wybiegłam na dwór.Chciałam wyjąć telefon z mojej czarnej torby z serii sheepworld by zadzwonić do mamy,by po mnie przyjechała,ale zamiast super wypasionego myphone'a znalazłam...mapę! Było na niej nakreślone kilka domów,ze dwa drzewa i jezioro.A na końcu,zamiast znaku X,była narysowana poświata.-?O co tu chodzi?! Droga do nieba,czy coś?!-mruknęłam pod nosem.Ale mimo to postanowiłam iść tą drogą.Minęłam wielkie jezioro...a tak,już blisko.Wtedy zobaczyłam olbrzymi dąb.-Witaj,córciu-usłyszałam czuły głos za mną.To coś wepchnęło mnie do dziupli znajdującej się w dębie.Wtedy znalazłam się w pięknej krainie.Liczne wodospady,kwiaty pod nogami,rosa na trawie.Wiewiórki się nie bały,śmiało podbiegały do ludzi.No,przynajmniej myślałam,że do ludzi...Wtedy znów usłyszałam ten głos.-Kochanie,odwróć się Odwróciłam się więc i..ujrzałam bogini Tarę! -Aaaa! Wydarłam się,tak jak wtedy,gdy April zaczęła czytać mi w myślach.-Spokojnie,Nino.Jesteś u siebie-odpowiedziała Tara,a moze raczej..mama? Nie wiem jak to nazwać.-Gdzie Aprilynne? Co z nią?-dopytywałam się.To było dla mnie teraz najważniejsze.-Aprilynne? Coś się jej stało?!W tej samej chwili nadleciał Kratoksus i rzucił April na trawę.Oczy miała leciutko otwarte,ledwo oddychała.Cała była w tej niebieskiej mazi.-Nina...Widzę,że celnie rzuciłam mapę...powiedziałam April.Wydawało się,że ma chrypkę,ale to dlatego,że umierała.-Skarbie!-krzyknęła Tara z przerażenia.Szybko wezwała medyków.-Będzie żyć? -spytałam -Może...Ale wtedy lekarz zobaczył płaczącą obok April Tarę.Wtedy natychmiast zrozumiał powagę sytuacji.-Na pewno. Wtedy podeszli do nas jacyś żołnierze w czarnych strojach.-No proszę,kogo my tu mamy? Tara i jej córeczka...a gdzie Twoja kochana Aprilynne? Widzę,że Kratoksus sie spisał-powiedział szyderczo jeden z żołnierzy.-Nie daruję Ci tego! -Czemu to zrobiłeś April?!-zapytałam -O proszę,taka mała i taka bystra... -Zerwij czerwony kwiat i go zgnieć,a potem rzuć mu nim w twarz-usłyszałam w głowie ochrypły głos April.Szybko pobiegłam po kwiat,a potem odpowiedziałam śmiałemu żołnierzowi.-Nie jestem mała! Ty jesteś mniejszy ode mnie..-zaśmiałam się.-O proszę,jaka zadziorna! Chcesz skończyć tak jak mamusia? Właśnie odprowadzamy ja do więzienia.Jeżeli tam nie umrze,to czeka ją to-pokazał ręką na wielki stos.Obejrzałam się za siebie-faktycznie,mama miała związane ręce i prowadzili ją straże.Nie!-krzyknęłam i rzuciłam mu rozgniecionym kwiatem prosto w twarz.-Ta głupia Aprilynne! Że też musiała się urodzić...Przecież robiliśmy wszystko...-żołnierz zamilkł.Zemdlał.Potem jednak drugi zdjął mundur i zaczął walkę karate.Pokopałam go troszkę,ale na próżno.Już po chwili straże prowadzili mnie w kajdanach.Co kilka sekund czułam na plecach przeszywający ból które wywoływały uderzenia bicza o skórę.Bicza używali,takie jak my do popędzania koni.-Współczuję konikom-pomyślałam,ale już po chwili skupiałam się na losie moim,mamy i April.Mnie łatwo pokonać-jeszcze nic nie wiem.Mama-ona jest posłuszna..W Aprilynne nadzieja.Ale April też bardzo łatwo pokonać,bo przed chwilą otarła się o śmierć.Po z nami będzie?-lamentowałam w myślach i nawet nie zauważyła,kiedy znalazłam się w lodowatej celi.Było grubo ponad czterdzieści stopni na minusie.

Podoba się? Proszę o komentarze ;)

1 komentarz: